AK9 zakończył karierę pod obecnym aliasem. Pożegnanie w wielkim stylu!

18 Wrz 2017

ak9-koniec-kariery-news

AK9 jest jednym z najbardziej utalentowanych i najpopularniejszych polskich EDMowych producentów. Młody producent z Łodzi pod tym aliasem przebył drogę od Dubstepu, przez Electro, Bigroom, Progressive, Future House, aż na Bass House’ie skończywszy.

No właśnie, skończywszy. Nie bez kozery używam tego akurat określenia, bowiem Artur postanowił zrewidować swoje plany dotyczące kariery. Osoby obecne na jego występie podczas tegorocznego Sunrise Festival, jako pierwsze dowiedziały się o tym, że alias AK9 zostanie w najbliższym czasie zamknięty i zastąpiony nowym projektem.

Od tamtego czasu było na ten temat cicho, aż… do dziś. Co prawda, w ubiegłym tygodniu pojawił się trailer nowego utworu, który mógł wlać nieco nadziei w serca fanów producenta, jednak dzisiejszy post na prywatnym koncie Artura, rozwiał wszelkie wątpliwości. Projekt AK9 – po ponad 7 latach na scenie – został zamknięty.

Już wkrótce, artysta ma wystartować pod nowym pseudonimem, koncentrując się na innym gatunku muzycznym niż dotychczas. Nowej nazwy scenicznej oraz szczegółów dotyczących kariery jeszcze nie znamy. Jednak fani nie zostali zostawieni z pustymi rękoma – na otarcie łez, łódzki artysta postanowił wypuścić w świat potężną dawkę swoich niewydanych dotąd utworów.

Na rynku pojawił się album pod tytułem „Resurrection” (swoją drogą – sam tytuł jest dosyć znamienny, do czego Artur także odwołał się w swoim wpisie). W jego skład wchodzi 13 utworów, gatunkowo osadzonych głównie w okolicach szufladek z napisami „Bigroom”, „Groove House”, „Future House” i „Progressive House”. Większość fanów EDM z pewnością znajdzie w tym zbiorze coś dla siebie, w charakterystycznym stylu AK9, który jest odczuwalny w każdej produkcji.

Cały album, także w wersji zmiksowanej, dostępny jest jako Free Download (tutaj) oraz do odsłuchu na portalach streamingowych pokroju Spotify czy SoundCloud.

Osobiście bardzo mi szkoda tego projektu. Mam styczność z produkcjami Artura od ponad 3 lat i praktycznie zawsze były to utwory warte uwagi. Supportowałem je – czy to w swoich prywatnych projektach radiowych, czy to na łamach Essential Music – bo były świeże, miłe dla ucha i miały taneczny potencjał. Niestety, aby potencjał mógł zostać wykorzystany, musiał zaistnieć jeszcze ten pierwiastek szczęścia, który sprawia, że to ta, a nie inna osoba, zdobywa za sprawą swoich produkcji status rozpoznawalnej w jeszcze szerszej skali. Tego zabrakło, niemniej jednak alias ten miał (i mieć będzie nadal) sporą rzeszę fanów. Jak to mówią, „każda historia kiedyś się kończy, ale w życiu każdy koniec jest jednocześnie początkiem nowej historii”. I z tą, co by nie było, pozytywną myślą Was zostawiam.

O autorze

Avatar autora
Patryk Wojtanowicz editor