Amsterdam Music Festival 2015 – Podsumowanie drugiego dnia!

amf-2015-pierwszy-dzien-podsumowanie-artykul

Amsterdam Music Festival 2015 dobiegł końca. Fantastyczna impreza, która jest ukoronowaniem jeszcze większego wydarzenia, jakim jest Amsterdam Dance Event. Holendrzy wiedzą jak organizować tego typu eventy. Niestety nie mogliśmy zobaczyć występu Alesso, ale w jego zastępstwie pojawił się Afrojack. Zabrakło również Dyro, który po ostatnich ekscesach, prawdopodobnie jeszcze długo nie będzie prezenterem. Rozwój Heldensa, wpadki Tiesto, ciekawy utwór Guetty, to tylko kilka z ciekawszych wydarzeń. Podobnie jak wczoraj, tak i dzisiaj, podsumowałem wszystkie występy. W oddzielnym wpisie podzielę się swoją opinią na temat wyników DJ Mag, a tymczasem zachęcam do przeczytania!

Wszystkie sety z AMF 2015: AMF 2015 – Wszystkie sety!

1. Aspekty techniczne i realizacja transmisji

Tak samo jak i pierwszego dnia – nie mam zastrzeżeń. Pomijając małe problemy techniczne na samym początku, cała reszta streamu działała bez zarzutu. Prezenter pozostał ten sam i zdał egzamin. Brak otoczki DJ Mag sprawił, że wreszcie można było się skupić na muzyce.

2. Krótkie omówienie setów

– Afrojack

Jeśli zastanawiacie się, dlaczego Afrojack wystąpił na AMF mimo, że nie było go w oficjalnym line-upie, to już śpieszę z odpowiedzią. Dwa dni temu Alesso ogłosił na Facebooku, że jest chory (infekcja ucha), w związku z czym, trzeba było znaleźć dla niego zastępstwo. Wybór padł na Afro. Już mniej więcej na początku transmisji mogliśmy usłyszeć „Turn Up The Speakers” w mashupie z „Animals”. Liczyłem, że usłyszę „Summer Thing” w remixie Shapov vs. DJ M.E.G. & N.E.R.A.K., i się nie zawiodłem. Niestety przejście z tego kawałka na kolejny nie było zbyt udane, ale biorąc pod uwagę, że nie miał zbyt dużo czas na przygotowania, to można mu to wybaczyć. Miło z jego strony, że jeden z utworów zadedykował Alesso i pokrótce wytłumaczył czemu to właśnie on występuje, a nie Szwed. Oczywiście nie mogło zabraknąć podstawowych atrybutów, które towarzyszą mu przy każdym występie, czyli flaszka wódki i szlugi. Mashup, który zagrał na koniec, przyprawił mnie o ciarki. Wokal z „Do or Die” 30 Seconds To Mars ma coś w sobie. Podsumowując, na rozgrzewkę można przesłuchać.

– Robin Schulz

Za każdym razem zastanawiam się, jak publiczność przyjmie tak spokojne brzmienia. Jestem fanem tego typu muzyki, dlatego po nawałnicy ostrych i typowo festiwalowych kawałków, z przyjemnością posłuchałem „Headlights” i „Sun Goes Down”. Co ciekawe wymieniając te dwa utwory, przedstawiłem połowę tracklisty. Mogliśmy usłyszeć dosłownie kilka minut jego seta, ale i tak było warto. Miła odmiana na tle całej imprezy.

– Oliver Heldens

Spodziewałem się typowego seta w klimatach Future House, czegoś na wzór występu z Ultra Music Festival 2015. Myliłem się. Możliwości jakie stwarza mu alias HI-LO sprawiły, że Heldens nie jest już grzecznym chłopcem od „Gecko”, tylko prawdziwym DJ-em z krwi i kości. Już na starcie mogliśmy usłyszeć „Scrub The Ground” wydane w jego własnym labelu – Heldeep. Myślałem, że reszta seta będzie nieustanną reklamą wytwórni i jego własnych produkcji, ale Funknroll (Chris Lake Mix Re-Edit!) i Calabria & King Of My Castle (DJ Harmony Mashup), przekonały mnie, że to nie ten sam Oliver. Podjął ryzyko, które się opłaciło. Połączenie Future House z cokolwiek tech-kawałkami, to strzał w dziesiątkę! Warto przesłuchać, chociażby z ciekawości.

– David Guetta

Wiem, że Guetta może być drażniący… Według mnie jest pocieszny i oceniam jego sety biorąc na to poprawkę. Od początku, gdy pojawił się w kadrze, wiedziałem że „nie do końca jest sobą”. Muszę mu przyznać, że ma zdrowie na takie zabawy. Muzycznie? Standard z jednym małym wyjątkiem. Mniej więcej w środku seta zagrał jeden ze swoich jeszcze niewydanych utworów, o roboczej nazwie „Pelican”. Ostatni raz mogliśmy go usłyszeć na Ultra Music Festival 2015. Kawałek jest o tyle ciekawy, że nijak nie pasuje do obecnej twórczości Davida. Brzmi jak klasyczny, mroczny Progressive House. Oczywiście, nie mogło zabraknąć pogadanki z publicznością, wyciągania telefonów, morza świateł itd. Troszkę się to dłużyło, ale wybaczam mu, bo zaintrygował mnie tą nową piosenką.

– Tiesto

Najbardziej problematyczny set jaki mi przyszło ocenić. W wywiadzie w studio, Tiesto zapowiedział, że nie przygotowuje się do występów. Po prostu gra to co uzna za słuszne. Nie wierzyłem mu, bo często są to słowa bez pokrycia. Okazało się, że mówił prawdę! Początek seta, to coś niesamowitego. Hit za hitem z czego każdy miażdży żebra. Trzeci utwór „Secrets” w remixie Don Diablo (VIP), który wszedł na scenę chwilę później, przy okazji „Chemicals”. Pomyślałem, że prawdopodobnie słucham najlepszego występu z całego festiwalu. Wtedy Don Diablo zaczął schodzić ze sceny, a Tiesto tak czule się z nim żegnał, że zapomniał zrobić przejścia. Organizatorzy skrzętnie to ukryli i na chwilę przenieśli transmisję do studia. Niestety, ale to nie była jedyna wpadka. Później również zdarzały się potknięcia i „konie po betonie”, ale wiecie co? To nieistotne! Bo był tak zaangażowany w ten występ, tak radosny, że to nie ma znaczenia. Nikt mu nie zarzuci, że grał z gotowca. Wszystko działo się w 100% na żywo. Mieszał najróżniejsze gatunki, w tym Electro House, Bigroom, Hardstyle, Progressive House, a nawet Trance. Usłyszeć „Adagio For Strings” na tego typu imprezie, to wspaniałe przeżycie. Zwróćcie również uwagę na ID, około 47 minuty. Coś czuję, że coraz częściej będziemy słyszeć w setach fidgetowe kawałki. Na scenie pojawili się Martin Garrix, Tony Junior i Oliver Heldens, czyli młodzi producenci, których Tiesto wspiera od początku ich kariery. Koniecznie przesłuchajcie jego występ!

– DJ Snake

Jeśli widzieliście jakikolwiek wcześniejszy występ Snake’a, to wiecie, że od początku do końca trwa jazda bez trzymanki. Nie ma czasu na rozgrzewkę. Pierwszy utwór i od razu pełna moc. Mnóstwo trapowych kawałków. Momentami set przypominał spektakle Skrillexa. Nie mogło zabraknąć „Lean On” i „Get Low”. Zaciekawiła mnie również próba interakcji z publicznością, która polegała na namawianiu ich do wyciągnięcia środkowego palca i podniesienia ręki do góry. Zawsze to jakaś odmiana po ciągłym włączaniu flasha w telefonie. Totalnie pokręcony set (w pozytywnym znaczeniu). Nie jest to mix dla każdego, ale jeśli kręci Was ostra muzyka, to polecam!

– Showtek (jeszcze nie oglądałem)

– Yellow Claw (jeszcze nie oglądałem)

3. Podsumowanie

Ostatnie podsumowanie zakończyłem zdaniem: „Przed nami drugi dzień eventu, który miejmy nadzieję, będzie jeszcze lepszy!”, i tak tez się stało. Różnorodne występy, sety na światowym poziomie, fantastyczna atmosfera i mnóstwo muzyki. Śledząc ten stream przeżyłem jedną wielką przygodę i nie żałuję, że poświęciłem na to tyle czasu. Warto, warto, i jeszcze raz warto!

O autorze

Avatar autora
Tomasz Bagiński administrator

Miłośnik muzyki elektronicznej, który dzieli się swoją pasją z innymi ludźmi. Pomysłodawca, założyciel oraz właściciel marki Essential Music.