Armin van Buuren zdradził muzykę Trance?


armin-van-buuren-dimitri-vegas-like-mike-news

Armin van Buuren, to jedna z czołowych ikon elektronicznej muzyki. Początki jego kariery sięgają 95 roku, kiedy to wydał utwór „Blue Fear”, miał wtedy 19 lat. Mimo, że jego pasją jest muzyka, to nie przeszkodziło mu to w ukończeniu studiów prawniczych. W 2001 roku postanowił poprowadzić audycję radiową, która skupiałaby się wokół muzyki Trance. W ten sposób zrodziło się „A State of Trance”, które aktualnie śledzi ponad 20 milionów ludzi na całym świecie, i które jest transmitowane przez 150 stacji radiowych do 74 krajów.

W pewnym momencie, Trance zaczął przechodzić swego rodzaju kryzys. Wielu producentów tego gatunku postanowiło spróbować swoich sił w innych brzmieniach. Powstało wiele hybryd, które łączyły np. Trance z Bigroom, jednak fani poczuli się oszukani i nie zaakceptowali tego typu zabiegów. Nadal powstawały i powstają utwory warte uwagi, ale „to już nie to samo”. W czasach kryzysu, oczy wszystkich zwróciły się na jednego z czołowych przedstawicieli tego gatunku, czyli Armina. Ten postanowił wydać „In And Out Of Love”, które odniosło olbrzymi sukces, również w radiu. Uważam, że to udana produkcja, ale jednak jest to Pop-Trance. Mniej więcej wtedy przestałem słuchać A State Of Trance. W audycji pojawiało się coraz więcej bigroomowych utworów, a coraz mniej wywołujących ciarki wokali i melodii.

Po tym jak pojawił się „Ping Pong”, który jest po prostu typowym bigroomem, przestałem mieć nadzieję na powrót „starego” Armina. „Off The Hook”, które powstało we współpracy z Hardwellem, to zwykły imprezowy kawałek. Ostatnio wydane „If It Ain’t Dutch” z W&W, również nie napawa optymizmem. Ot, kolejny festiwalowy banger. Iskierka nadziei tli się w „Stardust”, gdzie Armin komponował wspólnie z Jean-Michell Jarrem.

B2B!! DV&LM

Posted by Armin van Buuren on 18 grudnia 2015

Fani są w stanie dużo wybaczyć, ale wspólny występ z Dimitri Vegas & Like Mike, przelał czarę goryczy. Na profilu Armina pojawił się filmik oraz zdjęcie z „Bring The World The Madness”, czyli koncertu DM&LM. Może i by nie było w tym nic skrajnie kontrowersyjnego, gdyby nie fakt, że Armin zagrał z nimi seta. Zdecydowana większość komentarzy była skrajnie krytyczna wobec legendy muzyki Trance. Oto kilka z nich:

armin-van-buuren-dm-lm-fb

Ciężko to nazwać entuzjazmem. Spośród tak wielu wartych uwagi producentów, Armin wybrał współpracę z duetem Dimitri Vegas & Like Mike. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Wydaje mi się, że problem Armina polega na tym, że jego fani to dojrzali ludzie, którzy są świadomi tego czego słuchają. To nie są osoby, które interesują się muzyką „od wczoraj”. Nie można im wcisnąć dwa razy tego samego utworu, ani nie ucieszy ich fakt współpracy z gwiazdkami EDM. Myślę, że powinien od odciąć grubą kreską przeszłość i otwarcie przyznać, że chce tworzyć festiwalowe hity. W gruncie rzeczy nie ma w tym nic złego. To co frustruje ludzi, to kreowanie się na producenta Trance’u, a później sprzedawanie utworów pokroju „Ping Pong”.

Osobiście pamiętam Armina z czasów „Shivers” i to właśnie z tym utworem Was zostawię.


Autor: Tomasz Bagiński

Share This Post On