Don Diablo – Niezwykle ciekawy wywiad na temat EDM


don-diablo-dzien-ojca-news

Ostatnie trzy lata były przełomowe w karierze holenderskiego producenta kryjącego się pod aliasem Don Diablo. Mimo, że tworzy muzykę od bardzo dawna, to dopiero skupiając się na dźwiękach Future House, zdołał dotrzeć do szerszej publiczności. Jego kariera dosłownie eksplodowała, a wszystko za sprawą wydawanych jeden po drugim hitów. „Starlight”, „Knight Time” czy „Chemicals” z Tiesto, to ułamek jego twórczości.

Chwilę przed imprezą sylwestrową w Singapurze, Don udzielił krótkiego wywiadu. Większość tego typu rozmów jest dosyć prosta i szablonowa, jednak tym razem jest inaczej. Producent wypowiedział się na temat swojego miejsca w DJ Mag TOP 100 DJs, powiązania z Future House, ghost producingu, DJ-ingu i udzielił kilku rad młodym producentom. Szczery i pełen treści wywiad, który warto przeczytać.

Na początku reporter opisał rozmowę na temat odczuć Don Diablo, w związku z 30 lokatą w rankingu DJ Mag TOP 100 DJs.

„Kiedy został zapytany o zajęcie 30 miejsca w plebiscycie DJ Mag TOP 100 DJs, odpowiedział, że czuł się zaszczycony i zaskoczony. Głównie dlatego, że nie przeprowadził żadnej kampanii reklamowej, więc uważa, że zajął tę lokatę dzięki prawdziwym fanom. Ucieszył się również z tego, że udany rok przełożył się na znaczny skok w rankingu. Tak opisał swoją reakcję ‚Uśmiechałem się cały dzień, byłem pod wrażeniem… pierwszą rzeczą jaką zrobiłem, był telefon do mojej mamy.'”

Następnie zapytał, co Don sądzi o przypisywaniu go do „Future House Mafia”, razem z Tchamim i Oliverem Heldensem.

„Myślę, że każdy z nas robi muzykę House. Za 2-3 lata, ludziom się znudzi Future House, a my nie chcemy być na tonącej łodzi. Jeśli spojrzysz na Beatport, moja muzyka przypisywana jest do House. To dobrze, w tym sensie, że to nie jest czysty House, ma trochę więcej energii, możesz grać te utwory na głównych scenach, ale nadal mają więcej groove’u niż większość EDM, która teraz jest grana.”

Został również poruszony temat ghost producingu, na temat którego Don ma klarowną opinię.

„To nie jest coś czego potrzebuję. Produkuję muzykę od kiedy skończyłem 15 lat, więc spędziłem w studiu całe życie. Myślę, że to dobrze mieć wokół siebie ludzi, którzy mogą Ci pomóc skomponować muzykę, napisać piosenkę, tekst, pomogą w procesie twórczym, nie ma w tym nic złego. Granica jest w miejscu, gdzie po prostu kupujesz piosenkę i się pod nią podpisujesz. Dla mnie to trochę nieetyczne… Uważam, że ten cały ghost producing jest przereklamowany, to miejsce gdzie ludzie pogrążają się we frustracji. Ja pochodzę ze szczęśliwego miejsca. Myślę, że jest wielu ludzi, którzy poszli na łatwiznę, ale się tym nie przejmuję. Widzę to jako uczciwe współzawodnictwo, znalazłem sposób na bycie ponad tym i robię swoje… Po prostu chcę robić swoje, koncentrować się na mojej muzyce i zrobić to po swojemu.”

Wiele osób widząc topowe festiwale EDM, pragnie zostać DJ-em. Tutaj jednak warto zapoznać się z opinią Don Diablo, który uważa, że DJ-ing to drugorzędna sprawa.

„Myślę, że podstawą sukcesu jest komponowanie muzyki. Chodzi o chęć przebywania cały czas w studiu i chęć tworzenia. Bycie DJ-em, to coś co przychodzi drugorzędnie. Każdy może być DJ-em. Moja babcia może być DJ-em, Panie świeć nad jej duszą. Naprawdę, nie ma nic trudnego w DJ-ingu. Myślę, że ciężar spoczywa na stworzeniu czegoś nowego, czegoś co zaciekawi ludzi. Co jakiś czas dostaję demo od kompletnie nieznanej osoby… i jestem pod ogromnym wrażeniem. Coś na zasadzie ‚wow, to jest coś nowego, nowatorskiego’. Kiedy tworzyłem moje utwory, nie mogłem ich wydać, nikt nie był nimi zainteresowany. Zajęło mi kilka lat, żeby faktycznie je wydać. Nawet niektóre z utworów, które robię teraz, i które wydałem w 2015 roku, część z nich ma nawet 3,4,5 lat. Gdzieś tam sobie leżały i nikt nie chciał ich wypromować. Robisz jeden dobry utwór, dostajesz szansę, piosenka staje się hitem, i nagle bum!”

Na koniec podzielił się opowieścią o błędach jakie popełniał i udzielił cennej rady młodym producentom.

„Wielkim błędem, który czasem popełniałem było to, że pracowałem nad jedną piosenką przez 4,5,6 miesięcy. Byłbym sfrustrowany, gdyby nie udało mi się jej wydać. Teraz znalazłem na to sposób, coś na zasadzie podstawy do robienia utworu wokół której pracuję. To dla mnie dużo lepsze rozwiązanie. Generalnie spędzam jeden lub dwa dni nad piosenką, później ją testuję, i czasem wracam do studia, żeby ją dopracować, czasem jeszcze coś poprawiam, ale to tyle. Koniec. Musisz zachować spontaniczność. Myślę, że wielu młodych producentów za bardzo skupia się na technicznym aspekcie utworu… Uważam, że to jest drugorzędna sprawa. Chodzi o zrobienie dobrej piosenki, stworzenie unikalnej melodii… Naprawdę chodzi o to, żeby być muzykiem, a nie inżynierem. Wiele dzieciaków o tym zapomina… The Rolling Stones albo The Beatles nie myśleli o tym jak będzie brzmieć ich piosenka, tylko skupiali się na tym jakie będzie wzbudzać emocje. Myślę, że to jest najważniejsze, również w elektronicznej muzyce.”


Autor: Tomasz Bagiński

Share This Post On