Jauz – Historia o drodze do sukcesu i samorealizacji


jauz-knife-party-remix-news

Sam Vogel aka Jauz, to jedna ze wschodzących gwiazd na scenie EDM. Mimo młodego wieku, ma już na swoim koncie pierwsze wielkie sukcesy. Wydane w Spinnin’ Records utwory „Rock The Party” z Ephwurd i „Deeper Love”, przyniosły mu ogólnoświatowy rozgłos. Dzięki temu zyskał support od topowych producentów, a jego kariera nabrała zawrotnego tempa. Ostatnio wydany remix „PLUR Police”, który znalazł się na oficjalnej EP-ce Knife Party, tylko potwierdza talent tego młodego człowieka.

Kilka miesięcy temu, Jauz udzielił obszernego wywiadu, w którym opisał przebieg swojej kariery. Mogłoby się wydawać, że usłyszymy kolejną sztampową historię, ale nic bardziej mylnego. Sam przeszedł trudną drogę, w trakcie której musiał zmierzyć się z najsilniejszym przeciwnikiem – samym sobą. Wiedział, że chce zostać producentem, ale na początku dostarczało mu to więcej frustracji niż radości. W końcu jednak zrozumiał, dlaczego jest nieszczęśliwy i postanowił to zmienić.

Rozmowa rozpoczęła się od momentu, gdy Jauz rozpoczął naukę w szkole muzycznej Icon Collective. Od zawsze chciał naśladować swoich idoli, jednak doprowadzało go to do frustracji, bo czuł, że nigdy nie będzie tak dobry jak oni.

„Kiedy zacząłem naukę w Icon, miałem w głowie tylko jeden cel. Chciałem stać się następnym Protohype, Must Die albo Excision. Chodziłem do szkoły, żeby zostać najlepszym producentem dubstepu na świecie, ale pierwsze dwa kwartały byłem bardzo sfrustrowany. Harowałem po 15 godzin dziennie, a później słuchałem nowej muzyki od Must Die i złapałem strasznego doła, bo wiedziałem, że nigdy nie będę robił tak dobrych kawałków.”

Przełomowy moment nastąpił podczas zajęć „Art of Flow”, gdzie zrozumiał, że musi zacząć tworzyć to co daje mu radość.

„Następnie osiągnąłem 3 poziom w Icon, który zawierał dwie lub trzy lekcje z ‚Art of Flow’ (sztuka inspiracji) i nagle cała moja frustracja wyparowała. Zrozumiałem, że nie jestem zadowolony z tego co tworzę, bo nie tworzę tego co sprawia mi radość. Pomyślałem, ‚Muszę przestać się przejmować i robić cokolwiek uważam za słuszne’. I tak zacząłem ze wszystkim eksperymentować.”

W tym samym kwartale, w którym rozpoczął naukę w Icon Collective, S podjął również kurs biznesu i marketingu. Realizując jeden ze szkolnych projektów postanowił, że wypromuje markę o nazwie Jauz.

„Chciałem, żeby moja marka nie dotyczyła żadnego konkretnego gatunku, to było podstawowe założenie. Cały czas przychodziły do mnie dzieciaki i pytały jaki rodzaj muzyki robię, a ja tylko rozkładałem ręce, nie przypisywałem tego do niczego. Pozwoliłem, aby Internet sklasyfikował moją twórczość.”

Pierwszym artystą, który zasupportował produkcje Jauza, był Kennedy Jones. Jego remix „Rachet’ Zeds Dead tak bardzo mu przypadł do gustu, że przedstawił Sama swojemu menadżerowi, który to załatwił mu kontrakt z wytwórnią Buygore.

„Kennedy Jones był bardzo otwarty w stosunku do fanów. Wysłałem mu swój utwór kilka razy i nie dostałem odpowiedzi, aż w końcu, za trzecim razem przesłuchał go i zaczął grać w swoich setach. Gra go po dziś dzień.”

Kluczowym momentem, w którym Jauz zdał sobie sprawę, że odniósł sukces, był występ Tchamiego podczas HARD Summer. To właśnie tam, młody producent usłyszał swój utwór „Feel The Volume”, który porwał publiczność.

„Bez wahania wiem co odpowiedzieć – to było w tym roku (2015), podczas HARD Summer, byłem tam z moją dziewczyną i grupą znajomych. Jeden z nich zapytał w formie żartu ‚Czyli co, DJ-e będą grać Twoje kawałki?’. Trzecią osobą, którą wtedy widzieliśmy był Tchami. Staliśmy poza namiotem i nagle usłyszałem główny motyw z ‚Feel The Volume’. Spojrzałem na moją dziewczynę, ona spojrzała na mnie i powiedziała ‚Musimy biec’. Włączyłem kamerę w telefonie i biegłem przeciskając się przez tłum, chciałbym nadal mieć to nagranie, dostałem się przed samą scenę na chwilę przed dropem. Publiczność miała ręce w górze, nikt wcześniej nie słyszał tego utworu. Był dostępny w Internecie, ale publika nie była nakręcona, bo znali piosenkę, po prostu tak bardzo im się spodobał. Od tego momentu, rozpoczęło się szaleństwo.”

Największą satysfakcję przyniosło mu uznanie ze strony dubstepowych idoli, który bardzo ceni. Postanowił opowiedzieć przebieg współpracy z Datsikiem.

„Gdy pierwszy raz spotkałem Datsika powiedział, że uwielbia moje produkcje i powinniśmy coś razem stworzyć. Stwierdziłem ‚O tak! Wracam do robienia Dubstepu’, ale on odpowiedział ‚Nie, mówię o tym co robisz teraz’. I tak zaczęliśmy pracę nad utworem, który jest zupełnie różny od pozostałych produkcji Datsika. Było w tym wszystkim wiele przypadku, nie chciałem siedzieć i być prowadzonym za rączkę, ale to szalone, gdy pomyśli się, że gdybym chciał robić muzykę, która uważałem, że zadowoli moich idoli, to prawdopodobnie nigdy by mnie nie zauważyli. Dlatego, że robiłem dokładnie to co chciałem, osiągnąłem dokładnie to co chciałem.”

Biorąc pod uwagę sukcesy Jauza, warto posłuchać kilku rad, które kieruje do młodych producentów. Nie tak dawno sam przerabiał tę tematykę, więc tym bardziej warto wziąć sobie jego słowa do serca.

„Zamknij się w swoim pokoju i nie zajmuj się niczym innym oprócz produkcji muzyki. Nie udostępniaj jej, dopóki nie jesteś absolutnie pewnym. Niezależnie od tego jak bardzo jesteś przekonany, że utwór jest dobry, wstrzymaj się i bądź cierpliwy. Dopóki nie robisz dokładnie tego co Cię uszczęśliwia, nie uszczęśliwisz innych ludzi. Wszyscy ludzie sukcesu, których znam przestrzegają zasad, które usłyszałem podczas zajęć ‚Art of Flow'”.

Wraz ze wzrostem popularności, Jauz nawiązał relację z gwiazdami elektronicznej muzyki. Wywiad odbywał się przed 24 h setem Jack U, dziennikarz zapytał o to, jak to jest współpracować ze Skrillexem i Diplo.

„Może nie jest to tak szalone uczucie, jak powinno być. Kiedy Tchami zagrał mój utwór, to była najbardziej niesamowita rzecz, jaka kiedykolwiek mi się przytrafiła, ale chwilę później pomyślałem ‚Tchami zagrał mój kawałek, co dalej?’. Jest coś takiego w mojej głowie, co każe mi przeć naprzód.”

Na sam koniec rozwinął swoją myśl na temat kontaktów z innymi ludźmi. Dodał również, że producenci to specyficzni ludzie, którzy często są swego rodzaju dziwakami.

„Ale to dobrze, bo nienawidzę bycia fanboy’em. Zasada numer jeden w muzyce, to nie zaprzestać bycia fanem i nie zaprzestałem, ale jednocześnie naprawdę się cieszę, że mogę utrzymywać z tymi ludźmi koleżeńskie relacje. Ciężko jest się porozumieć z kimś, kto mówi tylko o tym jaki jesteś fajny. Wszyscy jesteśmy dziwakami, nerdami. Gdybyś rok temu powiedział mi, że będę współpracował z tymi ziomkami, to powiedziałbym Ci żebyś się zamknął, to jest dosłownie marzenie każdego. Ale teraz to jest normalne, współpracuję z nimi – to super, co dalej? Jeden z moich znajomych współpracuje z Dillonem Francisem, pomyślałem z zazdrością ‚Żartujesz?!’. Wszystko czego jeszcze nie osiągnąłem jest dla mnie najbardziej atrakcyjne.”

Źródło: nesthq.com


Autor: Tomasz Bagiński

Share This Post On