Armin van Buuren o ciemnej stronie EDM [WYWIAD]

5 Paź 2019

Armin van Buuren udzielił niezwykle ciekawego wywiadu dla holenderskiej stacji telewizyjnej. Znany DJ i producent wystąpił w talk show o nazwie “Jinek”, gdzie poruszył tematy, m.in. krytyki fanów, wpływu kariery na życie rodzinne, tego co się dzieje z artystą na scenie, a także ciemnej strony przemysłu muzycznego.

Tego nikt się nie spodziewał

Wywiad z Arminem jest częścią promocji nowego albumu “Balance”, który ukaże się już 25 października. Być może właśnie dlatego nikt nie spodziewał się, że Holender poruszy tak trudne tematy i tak bardzo się otworzy przed widzami. W świecie show biznesu i specjalistów od PR-u, szczerość jest towarem luksusowym, a tym razem możemy czerpać ją pełnymi garściami. Zacznijmy od omówienia kwestii krytyki fanów, z którą musi się mierzyć każdy artysta, w tym również van Buuren. Powiedział on wprost, że nadal przeżywa, gdy nawet jeden z jego fanów nie jest zadowolony z efektów jego pracy.

O krytyce słów kilka

“Tak, nadal chcę zadowolić każdego z fanów. Każdy fan jest dla mnie ważny. Ciężko to znoszę, gdy jeden z nich powie, że kompletnie nie lubi tego co zrobiłem. Na swój sposób jest to również dobre, bo mobilizuje do rozwoju, zawsze jest w tym jakaś prawda” – Armin van Buuren

Ciekawe, że nawet po tylu premierach i po tylu latach kariery, Armin nadal tak intensywnie odbiera krytykę. Na swój sposób jest to urzekające, że nie wykształcił w sobie “ściany”, która odcina go od opinii fanów i nadal się z nimi konfrontuje. Z pewnością ma teraz więcej doświadczenia niż w 2010 roku, kiedy to mimo sukcesów – jak sam przyznał – był nieszczęśliwy.

“Bardzo cierpiałem z tego powodu (krytyki – przyp. red.). W 2010 roku, byłem numerem 1 na świecie, ale jednocześnie najbardziej nieszczęśliwą osobą na Ziemi” – Armin van Buuren

W tym momencie Armin delikatnie musnął temat presji w branży muzycznej, który później nieco rozwinie. W jego przypadku presja ta sprawiła, że chciał zadowolić swoich krytyków. Jak się możecie domyśleć, nie przysporzyło mu to radości. Wszystko zmieniło się po premierze znanego “This Is What It Feels Like”, którego okazało się przełomowe dla rozwoju i sposobu myślenia van Buurena.

“Jesteś tak dobry jak Twoje ostatnie show, jesteś tak dobry jak Twój ostatni singiel. Zacząłem produkować tylko dla tych kilku fanów, którzy mnie krytykowali. To było jak więzienie, ale od momentu wydania ‘This Is What It Feels Like’, poradziłem z tym sobie i nadal jestem bardzo lojalny wobec fanów. Nowy album zawiera nieco starych dźwięków Armina. Ja również je lubię i nadal są bliskie memu sercu, ale teraz wiem, że muszę stawiać na kreatywność, aby się rozwijać.” – Armin van Buuren

Rozwój artysty, komercja i relacje z fanami

Prawdziwy artysta musi się rozwijać, jednak taki rozwój często spotyka się z nie do końca ciepłym przyjęciem wiernych fanów. Tak się składa, że wielu z nich oczekuje pewnej powtarzalności, która dla wyjątkowo kreatywnego twórcy jest jak więzienie. Armin chciał podkreślić i jednocześnie zwrócić uwagę na alias Gaia, który jest mniej komercyjny niż jego główny projekt.

“Myślę, że to się zmieniło na przestrzeni lat. Nadal realizuję wiele undergroundowych projektów, jak ostatni album ‘Gaia’, ale coraz bardziej się rozwijam i rozpościeram skrzydła” – Armin van Buuren

Omawiając stronę komercyjnej działalności, Armin odniósł się do utworu “Hoe Het Danst”, który stworzył z Marco Borsato, i który to podbił listy przebojów w Holandii. Ponownie dotykamy tutaj tematu rozwoju i wyzwań, jakie musi stawiać sam sobie artysta.

“Gdybyś 5 lat temu powiedział mi, że stworzę przebój z Marco Borsato, który stanie się numerem 1, to bym Cię wyśmiał. Uważałbym to za zbyt komercyjne. Teraz dostrzegłem, że to jest to co mnie napędza do działania. Chodzi o to, że tworzę od 20 lat, fajnie jest grać i podróżować po całym świecie, ale musisz bardzo uważać, aby produkcja muzyki nie stała się czymś co przychodzi Ci łatwo i co sprawia, że tworzysz w kółko to samo.” – Armin van Buuren

Jak pogodzić karierę z życiem rodzinnym?

W tym całym zamęcie związanym z karierą, trudno jest utrzymać zdrowe, rodzinne relacje. Jak można pogodzić ofertę zagrania na ogromnym festiwalu za potężne pieniądze, a jednocześnie w tym samym czasie pojechać na mecz z synem? Życie to sztuka wyborów.

“To są dyskusje, które są na porządku dziennym. To wszystko może wyglądać krystalicznie dla ludzi z zewnątrz, ale codziennie się z tym ścieramy. Zawsze jest ta pokusa, bo musisz odpowiedzieć tak albo nie, odnośnie występu na ogromnym festiwalu. Jeśli się zgodzisz, to oferują Ci torbę pełną pieniędzy i show dla 40 000 osób, ale tak, Twój syn musi iść na mecz piłki nożnej. Musisz podejmować tego typu, nieco osobliwe rozważania” – Armin van Buuren

Tego typu dylematy spowodowane są względami biznesowymi, ale i tym co się dzieje z człowiekiem na scenie. Armin polecił książkę “The Winner Effect” autorstwa Iana Robertson, która pomogła mu zrozumieć co się z nim dzieje. Sława to narkotyk – dosłownie.

“Jest książka autorstwa Iana Robertsona, która porusza ten temat ‘The Winner Effect’. Jest dokładnie o tym. Ten zastrzyk energii, który dostajesz na scenie, spowodowany skierowaną na Ciebie uwagą, oprawą telewizyjną… Ten zastrzyk energii – autor porównał ilość wyzwalanych wówczas w mózgu endorfin do narkotyku. Będąc pod wpływem tego ‘narkotyku’ Twój mózg zmienia się, zgodnie z jego teorią, a to wszystko udowodnił naukowo. Ta książka stała się dla mnie bardzo ważna. Teraz rozumiem jak to działa, to dlatego Mike Jagger – po operacji serca – jest nadal na scenie” – Armin van Buuren

Armin van Buuren o ciemnej stronie EDM

Jak wiemy, “nie ma róży bez kolców” i tak też przemysł muzyczny ma swoją ciemną stronę. Tutaj padły może nieco stonowane, ale ważne słowa Armina, który jasno powiedział, że wielu artystów nie radzi sobie z wyzwaniami i problemami, jakie niesie ze sobą kariera.

“Nie chcę znowu być zbyt negatywnie nastawionym. Życie które prowadzę ma swoje konsekwencje, z pewnością, jestem za nie wdzięczny i to niewyobrażalne czego mogę doświadczać, wszystko super, ale jest ciemna strona tego wszystkiego i zaczynamy ją coraz bardziej dostrzegać. Gdy rozejrzałem się wokół siebie i tym samym scenie DJ-skiej, zacząłem rozmawiać o tym z kolegami. Wielu z nich stało się moimi dobrymi przyjaciółmi. Poza obiektywem, wiele osób wcale nie radzi sobie tak dobrze” – Armin van Buuren

Na koniec padły brutalne, ale prawdziwe doniesienia o tym, że ostatecznie wszyscy w branży muzycznej startują w wyścigu. Każdy chce wygrać, każdy chce być na topie i też każdy – mniej lub bardziej świadomie – decyduje się na tę grę.

“To jest wyścig. Będąc na głównej scenie, testosteron również uderza Ci do głowy. Każdy chce grać najmocniej jak się da, zrobić jak najlepsze wrażenie na ludziach jak to tylko możliwe i to jest w porządku. To jest gra, w którą grasz” – Armin van Buuren

Brawo za szczerość i odwagę

To jest jeden z tych materiałów “perełek”, który można wielokrotnie wspominać. Osobiście naprawdę doceniam szczerość Armina, bo – jak wspomniałem we wstępie – jest to towar luksusowy. Można cenić lub nie twórczość van Buurena, ale nie sposób nie cenić go, jako człowieka.

Zapraszam Was również do obejrzenia filmu z serii motywacja, którego bohaterem był właśnie Armin van Buuren.

Źródło: weraveyou.com

O autorze

Avatar autora
Tomasz Bagiński administrator

Miłośnik muzyki elektronicznej, który dzieli się swoją pasją z innymi ludźmi. Pomysłodawca, założyciel oraz właściciel marki Essential Music.